Pandemia naprawdę zamieszała istniejący na świecie porządek. To zamieszanie nie ominęło także naszych portfeli i sytuacji finansowej. Coraz dobitniej zaczęło do nas docierać, że nic nie jest dane nam raz na zawsze: ani dobrze prosperująca restauracja, ani najlepszy hotel, dobrze prosperujące biuro podróży, klub, siłownia (wymieniać tak można praktycznie w nieskończoność) ani też nasza pensja. Zrozumieliśmy, że musimy mieć oszczędności „na czarną godzinę”. Tylko w jakiej walucie je trzymać?

Złotówka

Niestety, nikt specjalnie nie zabiega o to, by nasza wiara w złotówkę specjalnie rosła: ani rządzący, ani prezes banku centralnego. Nie skłania nas do tego rosnąca inflacja, która chyba wyrwała się spod kontroli i z drugiej strony rosnące stopy procentowe, które inflacji nie uspokajają, a za to wpływają na wzrost kosztów obsługi naszych kredytów. Na siłę waluty wpływa także sytuacja gospodarcza, bilans handlowy, poziom zadłużenia i tak dalej. Nie zmienia to kluczowej kwestii, jaka jest to, że zarabiamy w złotówce i w tej walucie realizujemy zakupy, a więc i część oszczędności powinniśmy mieć w złotówkach. Z drugiej jednak strony, powinniśmy także część lokować w walutach, nie po to, aby zarabiać na różnicach kursowych, ale przede wszystkim zminimalizować ryzyko straty kapitału.

Dolar. Duże zaufanie

To naprawdę najważniejsza waluta rezerwowa i transakcyjna, wystarczy tylko pamiętać, że ponad połowa transakcji na świecie realizowane jest właśnie w dolarze. Dolar zdominował rynek obsługi długów i wycenę najważniejszych aktywów. To w dolarze podawana jest cena ropy czy złota i choć niektórzy, szczególnie silni gracze azjatyccy usiłują zmienić ten stan rzeczy, póki co dla dolara nie ma żadnej alternatywy. To także powód, dla którego blisko 60% rezerw walutowych banków centralnych przechowywanych jest w tej walucie. Dla Polaków to także waluta kojarzona sentymentalnie, jako limitowana i niedostępna, a nawet nielegalna, a więc i z tych powodów niezwykle cenna.

Frank szwajcarski. Bezpieczna przystań

W czasach kryzysów gospodarczych i dużych niepokojów pośród społeczeństwa na wartości zyskuje frank szwajcarski, stając się taką bezpieczną przystanią do zaparkowania naszych oszczędności. Jest on też alternatywną dla euro. Zwłaszcza że w Szwajcarii inflacji prawie nie ma, waluta stopniowo rośnie w siłę, a dodatkowo to kraj bardzo rozsądnych ludzi, o których nie od dziś wiadomo, że szanują prawo i przestrzegają ustalonych reguł. Władze szwajcarskie mocno kontrolują podaż swojej waluty, a to sprawia, że jej wartość w długim terminie, rośnie.

Euro. Nasza przyszłość

Tak, to stanie się wcześniej czy później, jeśli tylko faktycznie będziemy chcieli nadal funkcjonować w ramach Unii Europejskiej. Euro to naprawdę stabilna waluta, a co jeszcze istotniejsze coraz częściej potrzebna nam na co dzień. To w euro wykonujemy większość transakcji, jeśli jesteśmy przedsiębiorcami, którzy funkcjonują na nieco większym niż lokalny rynku. Euro stabilizuje silna gospodarka niemiecka i choć w Unii także mamy w tej chwili do czynienia z inflacją to jednak jest ona o połowę mniejsza niż w Polsce, a dodruk euro spowodowany pandemią nie był tak intensywny jak dodruk złotówek.

Dodaj komentarz